sf
29.11.2008 :: 21:14 |
Link |
Komentuj (2)Najlepsze sf zasadza się w sferach pogranicznych między Szekspirem i Kurosawą a nadzieją innego końca niż przewidywany wątek.
Na rozdrożu siedzę i dumam
03.11.2008 :: 22:06 |
Link |
Komentuj (2) W przededniu Chrystusowej rocznicy, w moim własnym, tylko dla mnie właściwym kalendarzu, zapytuję sama siebie o refleksje na temat przeszłości i wnioski na przyszłość. Moja przeszłość układa się w dziwaczny wzór, w którym x-ów, y-ów w życiu nie rozwiążę, ale dostrzegam w nim pewne stałe pt.: "kontrasty okraszone ironią losu lub zakamuflowanym eskapizmem". Przyszłość jawi mi się bardziej konkretnie - ogranicza się bowiem do listy zakupów: papier toaletowy, puszka dla kotka, proszek do prania w wersji kolor, sól, herbata z kardamonem, czerwony pisak. Co gorsza, to co wydaje mi się pozornie smutne - no ta lista , no ba - żenujące podsumowanie przyszłości - napawa mnie spokojem i nadzieją. Wniosek: albo jestem straszną mitomanką, potrzebującą zaprzeczenia, albo 33 listopad (a nie listopada) to prawie jak opętanie, albo już dawno się "zestarzałam" , więc warto poszukać w życiu innych rozrywek.
Na tropie egoizmu
25.10.2008 :: 19:45 |
Link |
Komentuj (1)Dawno już nie przydarzył mi się tak wyczerpujący tydzień. Od poniedziałku przechodziłam stadia pt. mam dość - rzucam pracę- od dziś będę "Pani Wielki Dystans" - jeszcze trochę popracuję- nienawidzę szkoły- niech się wszyscy odpiórkują -itd.itp. W wielkim skrócie miałam dylemat czy zabić siebie, czy resztę świata. A że mam odwieczną skłonność do tropienia jasnych punktów w czarnej materii wszechświata -tu: niejedzenia w opisanych powyżej stadiach - wymyśliłam, że co prawda trochę moje zdrowie psychiczne ucierpi, ale za to jak schudnę. W końcu spać też nie muszę, przynajmniej kilka godzin z dnia ukradnę i spożytkuję na obmyślenie planu przechytrzenia Pani Doby. W najbardziej szalonych momentach marzyłam o pracy małej ogrodniczki od układania kwiatko-krzaczków w mijające dni, miesiące i lata (to w ogóle żaden wymysł nie jest, w porządnych miastach - jak moje- mamy takie cuda w mijanych po drodze klombach a'la park).
W każdym razie w skrajnym stadium psychicznego wyczerpania, dotarło do głupiego łba, że te moje dylematy i utarczki ze światem są niczym w porównaniu z tym, czym w minionym tygodniu los poczęstował innych. I zrobiło mi się wstyd. Nie dlatego, że popadłam w tak skrajnie emocjonalne i męczące mnie stany - na granicy użalania się nad sobą, ale dlatego, że oślepiona własnymi problemami, byłam całkowicie bezużyteczna dla bliskich, którzy potrzebowali wsparcia bardziej niż ja, ale nie "prosili' o nie, bo nie chcieli dokładać mi powodów do tzw. zmartwień. I jestem im wdzięczna za ten "wstyd", bo dzięki nim wiem, że pojęcie "zdrowy egoizm" to jedna wielka ściema.
Wiry
19.10.2008 :: 21:15 |
Link |
Komentuj (2) Chciałam pisać o głupich rodzicach, co nas nauczycieli mają za nic i traktują jak zło konieczne. W związku z tym, nie bacząc na czas i miejsce sobie pukają, wydzwaniają i o coś im chodzi, ale właściwie przy weekendzie nie chce mi się nawet próbować zrozumieć o co. Bardzo brzydkie wyrazy mi się cisną na usta, ale nie wypowiem wyrazów, bo już i tak źle się czuję, że zachowałam się oschle i nieuprzejmie - no ale szlag mnie trafił... Zostawmy ten temat.
W każdym razie doszłam do wniosku, że się albo zestarzałam, albo na skraju jestem, bo tracę dystans i się niezdrowo nakręcam. Powinnam chyba dać się zahipnotyzować albo posłuchać muzyki relaksacyjnej, albo magiczne wkładki do butów kupić, albo wygrać w totka i wystrzelić się w kosmos, i spłonąć sobie w ogniu komety zanim ona mnie a nie ja ją.
I po błonie ...
17.10.2008 :: 19:27 |
Link |
Komentuj (0) Gdy zadryndałam dziś do Pana Czubka, co by sprawdzić - rzecz jasna, czy pracuje rzetelnie czy się piątkowo obija, usłyszałam wieść mrożącą botoks w naskórku (no, podejrzewam tu błąd rzeczowy, ale nie zamierzam wnikać). Zanim zdążyłam wydyszeć: "Co robisz? Monitor przyszedł.", usłyszałam zdanie orzekające, wypowiedziane ze stoickim spokojem: "Już nie jestem dziewicą". Pozornie brzmi tragicznie, wręcz rodem z melodramatu. W istocie chodzi o inicjacyjną stłuczkę pt.'stoję, a laska wjeżdża mi dupskiem w czoło, bo jej dzieci piszczą: cofaj mamo, cofaj, pusto, pusto, jedź już , jedź, wcale nikt nie trąbi". Na szczęście tylko się troszkę wgniotło. Na szczęście doszło do tego w bezruchu - na światłach. Na drugie szczęście - Pan Czubek to opanowany człek. Na trzecie szczęście - nie było mnie tam, bo bym głupią babę własnymi pazurami odrapała za bezmyślność.
Świat aut był dla mnie do tej pory odległy i niezrozumiały. Odkąd Pan Czubek został aktywnym kierowcą, nauczyłam się intuicyjnie rozpoznawać znaki drogowe i obowiązujące na drodze prawa. Rozpoznaję też już ok 80 % krążących po okolicy samochodów. Oczywiście mądrzę się teraz, bo nie wiem, jak zachowałabym się na drodze, siedząc za kierownicą. Ale na pewno nie zdawałabym się na ocenę sytuacji przez dzieci. Doprowadza mnie do szału świadomość, że można zostać świetnym i odpowiedzialnym kierowcą, ale mimo to nie uchroni to nikogo przed spotkaniem na drodze wariatów, panikarzy czy po prostu idiotów - i zdarza się, że to oni decydują o życiu innych.
niedzielnie
05.10.2008 :: 19:47 |
Link |
Komentuj (1) Gdy zmierzchać zaczyna niedziela, zaczynam popadać w depresyjne stany. Nawet nie o to chodzi, że jutrzejszy poniedziałek wymaga ode mnie heroizmu.Po prostu wielkimi krokami nadchodzi on- pierwszy (czy, jak kto woli - drugi) dzień tygodnia i to wystarczy. To musi być jakiś psychologiczny albo socjologiczny problem, myślę.
Kiedyś próbowałam z uporem maniaka znaleźć sposób na obłęd niedzieli wieczorową porą. Dziś już tylko zagryzam zęby i liczę godziny, które w końcu mijają przecież, do jutrzejszego wieczora, kiedy to zły czar strasznego początku tygodnia jakoś daje się przełamać.
Niedziele budzą we mnie naprawdę silne i sprzeczne uczucie. Kocham je do południa, potem - nienawidzę.
popsuty mam mózg
03.10.2008 :: 22:09 |
Link |
Komentuj (0)Czasami zdarzają się dni, że bez kija nie podchodź. Gdziekolwiek się człowiek nie obróci, wszędzie zasadzka pt."Wylew krwi do mózgu z powodu nadszarpniętej cierpliwości". A dzień z tych, że końca nie widać, więc pod łóżko wpełznąć nie można i przeczekać. Człowiek decyduje się zatem na fryzjera - ten kojący nerwy masaż głowy.... a tu co - znajoma pani fryzjerka okazuje się nagle wariatką - a że grzebień i nożyczki już w ruchu- lepiej nie drażnić potwora.
Dziś po prostu dostrzegłam geniusz Jana Brzechwy i drugie dno "Akademii pana Kleksa". Pan Kleks był narkomanem a fryzjer -golarz Filip socjopatycznym dilerem. To jednak prawda, że do pewnych książek trzeba dorosnąć.
Rozpaczliwie potrzebuję fryzjera, który farbuje, cieniuje, modeluje w godzinę a nie trzy a przy tym nie odzywa się ani słowem, najlepiej - żeby niemową był. I żeby opanowany był. I fantazję miał, ale nie ułańską. I żeby, broń boże, nie uprawiał tańca brzucha.
Znów w zawieszeniu
07.09.2008 :: 18:05 |
Link |
Komentuj (1)Mimo że jabłkowy juice pnie się znad czajnika i szklanki; i giba, i się esami-floresami, i niedzielnie się zieleni - i długo jeszcze pieprzy pod złotymi parasolami - i mówi brzydko. "Wiem" - bo pofrunę; "nie wiem" - bo pikuję na skały. A brwi trochę swędzą i drętwieją.
Potwory
30.08.2008 :: 18:49 |
Link |
Komentuj (2) Z drżeniem serca i bitą śmietaną zamiast kolan wybiegam z wanny, by zdążyć odebrać telefon. To jak zaglądanie pod łóżko w czarnym od nocy, dziecięcym pokoju. Potwory istnieją.
Dorośli jednak zamiast przeczyć ich istnieniu powinni koić strach wiedzą, jak je oswajać lub pokonywać, gdy nie ma już innego wyjścia. Ich nie/istnienie - potworów, no bo nie dorosłych, nie jest determinowane logiką, swędzeniem nosa czy potrzebami pęcherza tuż po północy. Ich - potworów straszna gęba wykrzywia się zza tafli lustra, monitora od EKG, USG, rentgena, urzędu skarbowego, "własnego" banku, który był, tak jeszcze niedawno, tak bardzo łaskawy; złośliwej koleżanki, kolegi-bufona, uporczywie powracającej piosenki, skradzionego z cmentarza bukietu konwalii, japońskiej opowieści o europejskim Robin Hoodzie. Moja osobista dorosłość, strzykająca już w kościach przeczuwaną starością, objawia się jedynie sklerozą i 'mądrzeniem się" zamiast prawdziwej odwagi, o czym świadczą przykurcze prawej ręki i lewej dłoni. Czym różni się dziecko od starca na widok i akt któryś scena 1 sztuki pt. "Pszczoły i komary"?
i fru
20.08.2008 :: 20:08 |
Link |
Komentuj (1)Pan Czubek zdał, i wciąż jest w szoku. Czekamy na papier.